-Ines, ci panowie do ciebie- wskazał na siedzących na kanapie dwóch mężczyzn w garniturach i ciemnych okularach.
Co jest do diabła? Ciemne chmury im świecą? Czy może niewidoczne za nimi słońce ? Szybkie spojrzenie kazało mi podejrzewać, że oni nie do końca są do mnie, tylko po mnie.
-Jesteśmy z Wydziału Nauk Humanistycznych i mamy zaszczyt wręczyć pani nagrodę zajęcie pierwszego miejsca w konkursie organizowanym przez ten właśnie wydział- powiedział sztucznym głosem jeden z mężczyzn.
Raczej wątpię, że ta nagroda jest prawdziwa, bo nie przypominam sobie żebym brała w czymś takim udziału.
-Bardzo mi miło panów poznać , i jestem naprawdę zaszczycona tą nagrodą- odpowiedziałam słodkim głosikiem.
-Czy moglibyśmy prosić o chwilę z panną Ines, by omówić sprawy wręczenia nagrody?- drugi mężczyzna zwrócił się równie sztucznie do dyrektora
- Ależ oczywiście, już zostawiam państwa samych.-powiedział dyrektor, zadowolony, że takie "osobowości"odwiedziły jego paskudną szkołę- Gratuluję ci, Ines.Kiedy drzwi się zamknęły nie czekałam na okazję i wyciągnęłam mój stary, dobry pistolet M9. Najwyraźniej oni też mieli to w planach, bo po sekundzie zobaczyłam przed oczami dwie niezłe "perełki". Zdjęli okulary i od razu zauważyłam całe czarne gałki oczne. Jest to charakterystyczny kolor dla agentów specjalizujących się w zabijaniu takich stworzeń jak ja.Z tego co wiem, rodzą się oni już z takimi oczami i po szkoleniu zostają agentami podobnymi do tych celujących do mnie.Na szczęście ja byłam szybsza i strzeliłam raz, potem drugi i już leżeli martwi. Amatorzy. Ale kiedy trafi się na takiego komandosa... ciężko ujść z życiem. Ogólnie to gryfy są nieśmiertelne, więc nie mam z tym problemu, ale boli tak jak u wszystkich. Jednak ci dwaj martwi już mężczyźni narobili mi małego problemu. Trzeba ukryć ciała, usunąć pamięć całej szkole, a to nie takie proste. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wystukałam numer:
-Hej! Słuchaj jest sprawa...
- Co znowu?- usłyszałam znudzony głos w słuchawce.
-Są pewne ciała... agentów-zaczęłam powoli- więc jakby dało się to jakoś szybko załatwić, zanim wszyscy się tu zbiegną.
-Dobra, zaraz się tym zajmę- mój rozmówca westchnął.
- To fajno, czekam.
Czekałam najwyżej pięć sekund, kiedy zmaterializował się przede mną mój najlepszy przyjaciel, Marcin.
-No, no nieźle-gwizdnął przez zęby-Zabieram ich, a ty zajmij się resztą.
- Dzięki wielkie-tylko tyle zdążyłam powiedzieć, kiedy zniknął wraz z ciałami.
Ktoś wyważył drzwi, a ja nacisnęłam tylko guzik w moim zegarku.Wszyscy zebrani, czyli policja, dyrektor i pogotowie patrzyli zdziwieni zastanawiając się co tu robią. Korzystając z zamieszania wyszłam z gabinetu i wybrałam się na ostatnią lekcję. Po powrocie do domu i przekonaniu się, że nie ma nic w lodówce, wbiegłam po schodach, rzuciłam plecak na podłogę mojego pokoju i tak jak on rzuciłam się na łóżko. Jednak moja drzemka nie trwała długo, gdyż zaraz usłyszałam stukanie w szybę okna. Był to jastrząb, taki nasz listonosz. Otworzyłam okno, odebrałam list i rzuciłam mu kawałek mojej szkolnej kanapki. Znów rzuciłam się na łóżko i szybko rozerwałam list. Przeczytałam treść i uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Nareszcie jest zebranie w zamku.
To mój pierwszy rozdział, trochę krótki, ale reszta też za długa nie będzie. Pisałam go słuchając całego albumu Eda Sheerana "X". Niektórych dołuje, mnie podbudowuje. Przy okazji wrzucam link do fajnej piosenki https://www.youtube.com/watch?v=1ooPp0-UX48
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz