-Ty się kiedyś zabijesz na tych schodach.- krzyknęła moja mama z kuchni, słysząc jak upadam.
-Jeszcze nigdy się na nich nie zabiłam.- odpowiedziałam podnosząc się z podłogi.- Ale jest ważniejsza rzecz.
-Och, w takim razie co jest ważniejsze od twojego życia?-powiedziała kiedy pomagałam jej rozpakowywać zakupy.
Chociaż ta blond włosa, szczupła kobieta dobrze wiedziała, że jesteśmy nieśmiertelni, wciąż dawała mi wykłady jak łatwo stracić życie.Wstrzymałam oddech i powiedziałam szybko jednym tchem:
-Dostałam list! Dzisiaj jest spotkanie! W końcu!
- Dziś jest spotkanie? Dziwne, nie dostałam żadnego listu.
-Pewnie jeszcze dostaniesz, nie przejmuj się.- powiedziałam pełna przekonania.
Ale mama zdążyła zrobić obiad, posprzątać( w czym jej pomogłam) i obejrzeć swój ulubiony serial, kiedy to mój tata zdążył wrócić z pracy, a ona nadal nie dostała żadnej wiadomości.
-Cześć kochanie,- pocałowała go w policzek- Podobno jest dziś w nocy spotkanie, wiesz coś o tym?
- Tak, wiem, ale nie dostałem listu, a to oznacza, że nie jestem zaproszony- zdjął buty i przeszedł razem z mamą do salonu- Jestem trochę zdziwiony, zawsze byłem na spotkaniach, zasiadam przecież w najwyższej radzie
Mama nie odpowiedziała, tylko odgrzała mężowi obiad i zmartwiona poszła do swojego biura. Tata zjadł, posprzątał po sobie i także poszedł do swojego gabinetu nawet nie zamieniając ze mną słowa. Może ma dużo pracy. Moi rodzice skrupulatnie ukrywali swoje prawdziwe natury. A robili to w bardzo pospolitych zawodach. Matka pracowała w miejskiej bibliotece, gdzie mogła do woli czytać wszystkie książki jakie się w niej znajdowały. Była także niespełnioną pisarką,która uważała, że jej powieści nie powinny ujrzeć światła dziennego.Ojciec natomiast był cieszącym się dobrą sławą prawnikiem. Ten brunet o ciemnych, niemal czarnych oczach i umięśnionej sylwetce, poświęcał się dla tej pracy całym swoim sercem. W wolnych chwilach biegał lub jeździł na rowerze. Te dwie czynności zajmowały mu tyle czasu, w efekcie czego praktycznie nie było go w domu.Owszem, próbował jakiegokolwiek kontaktu z nami, organizując rzadkie weekendowe wyjazdy za miasto.Czasem też pytał się co u mnie. To pytanie przychodziło mu ciężko, ale i dla mnie było równie ciężko odpowiadać na nie. Właściwie po pewnym zastanowieniu jedyne co mnie z nimi łączy to,to kim jesteśmy w nieznanym ludziom świecie.
Oni poszli do swoich gabinetów, więc ja poszłam do swojego, czyli do mojej sypialni.Było trochę po dziewiętnastej, więc postanowiłam zabrać się do czytania jakiejś książki.Odziedziczyłam cechę nałogowego czytania po mojej mamie, która przeczytała już chyba większość książek w bibliotece, a także posiadała swoją własną kolekcję.
Usiadłam na szezlongu ustawionym pod oknem i zabrałam się za czytanie. Kładąc się spać ustawiłam budzik na dwunastą w nocy i zapadłam w błogi sen. Niestety błogi sen zakończył się wraz ze znienawidzonym dźwiękiem mojego budzika. Wstałam z łóżka, poczesałam skołtunione włosy, włożyłam jeansy i jesienną kurtkę i po raz ostatni spojrzałam na mój niebieski za dnia pokój, na moje nieposłane łóżko, szafy stojące pod ścianą i duże, dębowe biurko. Po tym krótkim upewnieniu się czy wszystko jest w porządku otworzyłam okno i wskoczyłam na szeroki parapet. Wystarczyła chwila skupienia, aby z moich pleców zaczęły wyrastać wielkie, orle skrzydła, moja twarz nagle stała się orlą głową a ciało, łapy i ogon przypominały budową lwa. I tak w dosłownie kilka sekund stałam się gryfem. Odepchnęłam się mocno od parapetu, by poruszyć wielkimi skrzydłami. Zaczęłam lecieć.Wzbijam się coraz wyżej i wyżej, aż mój i inne domy stały się maleńkie. Jak ja za tym tęskniłam! Wzbić się w powietrze,poczuć wiatr w piórach! Nic nie może tego zastąpić. Leciałam tak i rozmyślałam co może być powodem tak długo zwlekanego spotkania. Każde spotkanie odbywało się na zamku w Czorsztynie i miało na celu zebranie wszystkich polskich gryfów. Spotkania te odbywają się od bardzo dawna, jeszcze zanim wybudowano zamek. Odosobniony, położony nad jeziorem, a przede wszystkim wiele wolnej przestrzeni wokół niego.Tak zwane "gryfińskie zebrania" mają na celu przedstawienie bieżących wydarzeń w mniej wam znanym świecie.Zwykle odbywają się co kilka tygodni i przylatują na nie wszyscy z mojego gatunku, jednak raz na jakiś czas jest w tym lub innym świecie jakaś misja do rozwiązania, więc nie wszyscy są "zapraszani". Zdziwiło mnie jak długo nie było spotkania, na ostatnim byłam chyba kilka miesięcy temu. I dlaczego ja dostałam list, a nie moi rodzice?
Lecę już ze dwie godziny i nareszcie widzę panoramę zamku i tą pełnię odbijającą się w gładkiej tafli jeziora. Moje skrzydła nieco zwolniły i wolno opadłam na polanę przy ceglanej budowli.Z wysokich pochodni został utworzony wielki krąg, oświetlając wszystkich zebranych. Szykuje się chyba coś poważnego, bo jedynymi zebranymi byli: przewodniczący rady gryfów, jego zastępca, pani minister od spraw między wiekowych i..... mój przyjaciel Marcin. Kurde, a on co tu robi?
-Czekaliśmy na ciebie.-nigdy-nie-siwiejący-przewodniczący(jak go po cichu nazywam) Walijski miał iście poważną minę
-Witam i przepraszam za... hmm..spóźnienie?- naprawdę nie przypominam sobie, żeby była ustalona jakakolwiek godzina.
-Wcale się nie spóźniłaś, uh, my tylko jesteśmy tu wcześniej- krzyknęła pani minister zajmująca się podróżami w czasie, naprawdę dziwna kobieta.
Walijski podniósł rękę dając znak, by się uciszyła.
-Powiem bez wstępnych formalności, Ines, ty i Marcin macie ważne zadanie do wypełnienia.
Spojrzałam na przyjaciela stwierdzając, że jest równie zdziwiony jak ja.
-Proszę kontynuować- powiedział Marcin.
-Otóż wampiry postanowiły się zemścić za wcześniejszą akcję i wykradły nam kryształy.
-Oh,! Wampiry! Te przebrzydłe s...-nie zdążyłam dokończyć, kiedy przerwał mi Marcin:
-Czy chodzi o kryształy Życia? Jak im się to udało?
- Tak, o nie właśnie chodzi.Nadal próbujemy do tego dojść.- po raz pierwszy od czasu całego spotkania odezwał się zastępca.
Takie krótkie wyjaśnienie.Kryształy Życia dają moc wszelkiemu życiu na Ziemi, a bez nich wszystko zginie.
- Zostały one skradzione i wysłane w czasy mitologicznej Grecji, a znaleźć je możecie tylko z pomocą greckich bogów.- spokojnie, jak na sytuację, wyjaśnił nam to Walijski
-No dobrze, ale czemu my?-teraz to ja musiałam zadać pytanie
- To już nie jest wasz interes, zostaną wam przekazane wszystkie dane, a za wykonaną robotę zostaniecie wynagrodzeni.- minister widocznie była już nieco poddenerwowana
- Oczywiście, rozumiem, ale to jest bardzo odpowiedzialne zadanie.
-Jestem pewien, że mu podołacie.- odpowiedział mi przewodniczący rady- A teraz już dziękujemy, wszystkie wiadomości zostaną wam wkrótce przekazane.
- Ale..
-Dobranoc!
No i co miałam zrobić? Ja i mój przyjaciel wzbiliśmy się w powietrze i polecieliśmy w drogę powrotną .
- Nie sądzisz, że to...
-Dziwne? Tak wiem, ale proszę cię skończmy temat, porozmawiamy jak coś więcej będzie wiadomo.-mój przyjaciel najwidoczniej nie chciał o tym rozmawiać. Wróciliśmy do domów.
I tak właśnie, na pierwszy rzut oka niepozornie, zaczęła się jedna z moich przygód.
Lecę już ze dwie godziny i nareszcie widzę panoramę zamku i tą pełnię odbijającą się w gładkiej tafli jeziora. Moje skrzydła nieco zwolniły i wolno opadłam na polanę przy ceglanej budowli.Z wysokich pochodni został utworzony wielki krąg, oświetlając wszystkich zebranych. Szykuje się chyba coś poważnego, bo jedynymi zebranymi byli: przewodniczący rady gryfów, jego zastępca, pani minister od spraw między wiekowych i..... mój przyjaciel Marcin. Kurde, a on co tu robi?
-Czekaliśmy na ciebie.-nigdy-nie-siwiejący-przewodniczący(jak go po cichu nazywam) Walijski miał iście poważną minę
-Witam i przepraszam za... hmm..spóźnienie?- naprawdę nie przypominam sobie, żeby była ustalona jakakolwiek godzina.
-Wcale się nie spóźniłaś, uh, my tylko jesteśmy tu wcześniej- krzyknęła pani minister zajmująca się podróżami w czasie, naprawdę dziwna kobieta.
Walijski podniósł rękę dając znak, by się uciszyła.
-Powiem bez wstępnych formalności, Ines, ty i Marcin macie ważne zadanie do wypełnienia.
Spojrzałam na przyjaciela stwierdzając, że jest równie zdziwiony jak ja.
-Proszę kontynuować- powiedział Marcin.
-Otóż wampiry postanowiły się zemścić za wcześniejszą akcję i wykradły nam kryształy.
-Oh,! Wampiry! Te przebrzydłe s...-nie zdążyłam dokończyć, kiedy przerwał mi Marcin:
-Czy chodzi o kryształy Życia? Jak im się to udało?
- Tak, o nie właśnie chodzi.Nadal próbujemy do tego dojść.- po raz pierwszy od czasu całego spotkania odezwał się zastępca.
Takie krótkie wyjaśnienie.Kryształy Życia dają moc wszelkiemu życiu na Ziemi, a bez nich wszystko zginie.
- Zostały one skradzione i wysłane w czasy mitologicznej Grecji, a znaleźć je możecie tylko z pomocą greckich bogów.- spokojnie, jak na sytuację, wyjaśnił nam to Walijski
-No dobrze, ale czemu my?-teraz to ja musiałam zadać pytanie
- To już nie jest wasz interes, zostaną wam przekazane wszystkie dane, a za wykonaną robotę zostaniecie wynagrodzeni.- minister widocznie była już nieco poddenerwowana
- Oczywiście, rozumiem, ale to jest bardzo odpowiedzialne zadanie.
-Jestem pewien, że mu podołacie.- odpowiedział mi przewodniczący rady- A teraz już dziękujemy, wszystkie wiadomości zostaną wam wkrótce przekazane.
- Ale..
-Dobranoc!
No i co miałam zrobić? Ja i mój przyjaciel wzbiliśmy się w powietrze i polecieliśmy w drogę powrotną .
- Nie sądzisz, że to...
-Dziwne? Tak wiem, ale proszę cię skończmy temat, porozmawiamy jak coś więcej będzie wiadomo.-mój przyjaciel najwidoczniej nie chciał o tym rozmawiać. Wróciliśmy do domów.
I tak właśnie, na pierwszy rzut oka niepozornie, zaczęła się jedna z moich przygód.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz