piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 3

Co ja słyszę? Czy to nie mój ulubiony budzik. Jedyne co mogłam zrobić, to zrzucić go na podłogę. I tak też zrobiłam, ale on wciąż dzwonił. Podniosłam go. Siódma rano. To prawie noc. Spałam chyba z trzy godziny, choć jak na spotkanie i tak  dużo. Czasem wracając z takich spotkań w ogóle nie kładłam się do łóżka. No, ale cóż, szkoła czeka. Wstałam, umyłam zęby i ubrana zeszłam po schodach (tym razem bezpiecznie) , usiadłam przy stole.
-Cześć kochanie!- mama uściskała mnie na powitanie i choć robi to co rano, nigdy nie mogę się przyzwyczaić.
- Cześć mamo, cześć tat...- rozejrzałam się po kuchni, ale nigdzie nie było mojego ojca
-Och, tata wyszedł dziś bardzo wcześnie. Ma ważną sprawę do załatwienia przed pracą.
No jasne, pewnie tą "ważną sprawą" jest dowiedzenie się dlaczego to ja, a nie on został poproszony o przyjście na wczorajsze zebranie na zamku. Choć zasiada w najwyższej radzie, pewnie i tak nie dostanie odpowiedzi. Tak to już jest, niby wielka wspólnota, a plebs widzi tylko czubek góry lodowej, a jej całkowitą wielkość znają tylko ci "najwyżsi".No nic, teraz nie mam ochoty myśleć o całej tej polityce, bo już lepsze od tego jest zjedzenie naleśnika, którego właśnie podała mi mama. Najadła się, napiła, a teraz do szkoły.
Autobus. Jak zawsze wcześniej. Znów cała zasapana wleciałam do niego i usiadłam na miejscu przy oknie. Patrzyłam się akurat na park obok którego przejeżdżałam, kiedy poczułam lekkie szturchnięcie i usłyszałam głośne chrząknięcie. Spojrzałam się na istotę, która wydawała te dziwne dźwięki.Tuż nade mną stała starsza pani podpierająca się laską.Oczywiste jest, że chciała usiąść na moim miejscu, ale kiedy dokonałam  krótkich oględzin pojazdu, zobaczyłam sporo wolnych miejsc. Dlaczego chce usiąść akurat tutaj? To jej ulubione miejsce, czy może coś tu zostawiła? Może nie czuje się na sile, by usiąść dalej? To byłoby jednak niemożliwe, ponieważ zdałam sobie sprawę, że siedzę na samym tyle.Kiedy tak rozmyślałam, starsza pani nadal stała i cały czas pochrząkiwała. Skoro jest na siłach, to mogłaby przecież usiąść chodźby  miejsce przede mną. Zobaczyłam tylko pogardliwe spojrzenia pasażerów. Co ja wyprawiam? Przecież ona nadal nade mną stoi. Podniosłam głowę, by spojrzeć na jej pełne nienawiści oczy. Cóż to są za oczy! Jeszcze nigdy nie widziałam tyle bólu i znienawidzenia w jakimkolwiek spojrzeniu i nie było ono spowodowane moim zachowaniem. Niespodziewanie zgięła się, dosyć zręcznie jak na swój wiek, i wyszeptała do mojego ucha:
- Mała dziewucho, złaź z tego miejsca, ale już, bo jeżeli tego nie zrobisz, to gorzko pożałujesz.
To co od niej usłyszałam tak mnie zaskoczyło, że nie pisnęłam nawet słowa sprzeciwu, natychmiast ustępując.Kiedy tylko wstałam autobus nagle zahamował, a ja poleciałam do przodu, uderzając się w rurę. Z silnym bólem głowy szybko wyszłam z pojazdu i skierowałam się w stronę mojej znienawidzonej szkoły. Przeszłam przez dziedziniec, był to zwykły brukowany plac, gdzie dookoła rosły wieloletnie dęby i świerki, skutecznie odgradzając szkołę od reszty świata.  Na środku stał pomnik założyciela tej placówki. Nigdy nie mogę zapamiętać jak miał na nazwisko. Doszłam do spróchniałych drzwi i przeszłam do głównego korytarza . Na zewnątrz jak i wewnątrz ściany nie były malowane od bardzo dawna, więc wszędzie było widać odłażące płaty farby. Korytarz nie jest zbyt bogaty, kilka starych ławek i gablotki z pucharami. Nuuudy. Zostawiłam tylko kurtkę w szatni, kiedy zadzwonił dzwonek na pierwszą lekcję. Fizyka. Pobiegłam szybko do sali, ponieważ dobrze wiedziałam jaka punktualna jest moja nauczycielka. Zdążyłam akurat przed nią. Jak zawsze wszystko wiedziałam, ponieważ już dawno temu sama przerobiłam ten temat. Jak mi się nudziło! O tej okropnej nudzie mogłabym wiersze pisać, ba, nawet książkę! Od początku roku szkolnego nudzę się niemiłosiernie na każdej lekcji, ponieważ aż do końca semestrów przerobiłam już wszystko co się da i właśnie zajmuję się  klasą maturalną Zaspana i zniesmaczona wąsem nauczycielki biologii, dotrwałam do długiej przerwy. Szukałam Marcina po całej szkole i jak zwykle znalazłam go w ostatnim miejscu, czyli na stołówce. Właśnie jadł zupę, kiedy się do niego dosiadłam.
- Hej, Marcin.- próbowałam przekrzyczeć  głośny gwar rozmów licealistów-Wszędzie cię szukałam.
- Cześć, tak się składa,że ja ciebie wcale.- jego głos aż  ociekał jadem.-Ale widzisz jak się nam złożyło...
Bardzo szybko się denerwuję, więc i teraz poczułam to uczucie głębokiej chęci wyrzucenia wszystkiego, co we mnie w tej chwili siedzi. Postarałam się jednak opanować. Wzięłam kilka głębokich wdechów i powiedziałam:
- Posłuchaj mnie uważnie. Nie mam zamiaru znosić twojego focha. Albo wyjaśnisz mi tu i teraz o co chodzi, albo to ja będę tą "wielce obrażoną".
- To teraz ty mnie posłuchaj. - jego twarz natychmiast spoważniała - Latasz cała rozanielona po szkole, zadowolona, że to tobie przydzielili jakąś misję, a zastanów się nad tym.
- Nad czym?
- Proszę cię, Ines!- widać, że to on zaczął się denerwować- Nie zastanowiło cię dlaczego nas wybrali? Przecież te kryształy są tak ważne, nikt nie przydzieliłby nam takiej roboty.
On nawet nie wie jak bardzo mnie to zastanowiło, ale po długim rozważaniu na jednej z dzisiejszych lekcji doszłam do wniosku, że taka jest ich decyzja i tyle. I miałam zamiar powiedzieć to Marcinowi.
- Tak zdecydowali, a ty nie możesz tego podważać, bo to jest nasza szansa, rozumiesz? Szansa na wyższe stanowisko w hierarchii.
- Być może uczestniczymy w jakimś wielkim spisku, a ci zależy na stanowisku?- prawie wykrzyczał mi to w twarz- Zastanów się.
Nie zamierzam jednak odpuścić.
- Już się zastanowiłam. Jeżeli chcesz się wycofać, to proszę bardzo, ja zostaję.
Wstałam  i już miałam zamiar iść, kiedy złapał mnie za rękę i powiedział już nieco łagodniej:
- Nie, poczekaj. Nie zostawię cię tak. Siedzimy w tym razem.
Uśmiechnęłam się tylko i poszłam na kolejną lekcję.
Kiedy znów wracałam autobusem byłam nieco wystraszona możliwym spotkaniem ze starszą panią, lecz nie wsiadła na żadnym przystanku. Kiedy weszłam do domu jedyne o czym marzyłam to, to by należycie przeżyć ten piątek, a mianowicie odmówić koleżankom pójścia na imprezę i przeleżenia całego wieczoru na kanapie oglądając i jedząc do woli. Czasem wybierałam się gdzieś z koleżankami, ale bardziej pasował mi mój pomysł na spędzenie tego dnia. W każdą sobotę bardzo żałowałam mojego wcześniejszego obżarstwa, więc o poranku  je spalałam, biegając tak długo, jak tylko moje ciało było w stanie się katować. W późniejszych godzinach zazwyczaj wychodziłam gdzieś z Marcinem, a w niedzielę albo jechałam gdzieś z rodzicami, albo znów spotykałam się z moim najlepszym przyjacielem. Jednak w ten weekend nie zadzwonił do mnie ani razu. Nie zmartwiło mnie to poważnie, ponieważ w niedzielę dostałam szczegóły dotyczące mojej misji.  

    
          

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz