poniedziałek, 17 listopada 2014

Rozdział 4

16 listopad
Ines, ty i Marcin dokładnie za tydzień wyruszycie na swoją pierwszą misję do starożytnej Grecji. Waszym zadaniem będzie  jak najszybciej odnaleźć trzy Kryształy Życia: Ziemię, Wodę i Powietrze.Jest to niełatwe zadanie, a wykonać je możecie tylko z pomocą bogów, ponieważ wampiry nie mogły ukryć Kryształów bez ich wiedzy.Podczas procesu cofania się w czasie nie będzie czasu na wyjaśnienia, więc przedstawiamy Ci instrukcje potrzebne do wykonania misji:
 Ty i Marcin znajdziecie się automatycznie na Olimpie, w siedzibie bogów.
 Przedstawcie się jako bogini gwiazd, Asteria i bóg Gwiazdy Wieczornej, Hesperos. Przybyliście wprost z nieba, by po raz pierwszy odwiedzić innych bogów.
Będziecie mieszkali na Olimpie  póki nie znajdziecie Kryształów.
Musicie zaprzyjaźnić się z każdym, kto ma istotne informacje, a dokładnie z Hermesem, Ateną i Heliosem, który cały czas siedząc na Słońcu, widzi całą Grecję. 
Pamiętajcie, by pod żadnym warunkiem się nie zdradzić ani nie nawiązywać bliższych wiadomości. 
Uważajcie na siebie, cały mitologiczny świat aż roi się od niebezpieczeństw. 
Tylko wy możecie nas uratować.
23 listopada na zamku.
Rada gryfów
Trzymałam drżącymi z podekscytowania dłońmi ten dziwnie napisany list i nadal nie mogłam uwierzyć. Moja pierwsza misja! Jak to cudownie brzmi. To przecież już za tydzień! Chciałam zadzwonić do Marcina, ale pomyślałam, że tylko go rozzłoszczę.Porozmawiamy w szkole.Wiadomość dostałam bardzo późno, więc włożyłam ją do szuflady szafki nocnej, stojącej obok mojego dwuosobowego łóżka.Wiedziałam,że rodzice nie będą zadowoleni z tego listu, nawet nie miałam zamiaru ich o tym informować, Rada to załatwi.
Wskoczyłam pod ciepłą kołdrę, ubrana w starą koszulę nocną z nadrukiem Kubusia Puchatka( świąteczny prezent od babci) i starałam się jak najszybciej zasnąć,jednak nie mogłam, ponieważ po głowie krążyły mi niezliczone przygody, jakie wydarzą się podczas podróży w czasie. W końcu zmęczona zasnęłam. Nic mi się nie przyśniło. Usłyszałam dźwięk budzika, jednak nie zrzuciłam go na podłogę, to nic by nie dało. Szybko wstałam, aż zakręciło mi się w głowie,  poszłam do łazienki z zamiarem dokonania wszelkich starań, by nie wyglądać jak zombie. Kiedy mi się to udało, wróciłam do swojego pokoju, wyjęłam z szafy wyprasowaną już bordową koszulę,założyłam obcisłe jeansy, a  na nogi włożyłam moje ulubione buty firmy Nike. Złapałam plecak i cała w skowronkach pobiegłam na dół na śniadanie. Tam czekała już na mnie jajecznica i moi rodzice. Wyraźnie mnie oczekiwali, gdyż ich śniadanie było nienaruszone, a oni patrzyli się dokładnie w moje oczy.
- Ines.- zaczął tata cały czerwony na twarzy- Wiemy już o wszystkim. Dlaczego nam nie powiedziałaś?
Widać było, że jeszcze chwila, a wybuchnie jak wulkan.
- Ale o czym?- postanowiłam udawać głupa, choć dobrze wiedziałam o co mu chodzi
-Kochanie, jak to o czym? O twoim zadaniu.- mama była bardzo spokojna w porównaniu do ojca. Po prostu był zazdrosny, wiedziałam o tym.
- Ach! O tym.- nadal udawałam- Pomyślałam, że nie jest to dla was za bardzo istotne.
- Nie jest istotne?- ojciec już prawie krzyczał-Jak może być nieistotne? Przecież moja córka dostała szansę od losu! W końcu może udowodnić z jakiej jest krwi.
- Jesteśmy z ciebie tacy dumni.- moja mama mocno mnie uściskała
-Co? Dumni?- ogromnie zdziwiona tylko to zdołałam wydusić
- A czego się spodziewałaś? 
- Nie mam pojęcia czego mogłabym się po was spodziewać.- spojrzałam na zegarek na moim nadgarstku- Och! Spóźnię się na autobus.
Szybko wstałam, złapałam kurtkę i z plecakiem zawieszonym na ramionach wybiegłam z domu w kierunku przystanku autobusowego. Zdążyłam na czas, wskoczyłam do pojazdu, postanowiłam jednak nie siadać wspominając niemiłe spotkanie z dziwną staruszką. Kiedy tak stałam trzymając się za przeznaczoną do tego rurę, głęboko zastanowiłam się nad zachowaniem moich rodziców. Od kiedy to oni byli ze mnie dumni? Chyba pierwszy raz to od nich usłyszałam. Więc to musi być coś naprawdę ważnego. Nie powiedzieli mi tego nawet kiedy zdobyłam maksymalną liczbę punktów z całego testu gimnazjalnego. To było jedno z moich największych osiągnięć. Choć szkoła, którą wybrałam nie jest najpiękniejsza, to zasługuje na miano najlepszej w województwie,ale dyrektor zamiast przeznaczyć pieniądze na jej wyremontowanie woli wybudować kolejny dom dla siebie i swojej rodziny. Słowo "dumni"nadal brzęczało mi w głowie.
Dziś chyba nic nie zepsuje mi dobrego humoru. A jednak.
Woźne to zołzy. Kiedyś moi znajomi podrzucili do pokoju, gdzie wszystkie panie sprzątające miały swoją siedzibę, śmierdzącą bombę. Panie widziały jak idę z nimi korytarzem, skojarzyły sobie jak głośno śmiałam się, kiedy bomba wybuchła, a teraz się mszczą. Schodziłam na dół do szatni bardzo zamyślona, jedna ze sprzątaczek to wykorzystała i podstawiła mi pod nogi miotłę. Padłam jak długa na brudną posadzkę.Ta miotła to chyba tylko na pokaz. Podnosząc się z podłogi spojrzałam na jej twarz. Teraz to ona się śmiała. Wstałam, plując przy tym piachem, skierowałam się szybko do szatni. Ja się  jeszcze zemszczę. Jednak to zdarzenie nie jest w stanie popsuć mi humoru. Zadzwonił dzwonek na pierwszą lekcję. Pobiegłam szybko do sali, by tam znów niemiłosiernie się nudzić. Nie mogłam się już doczekać długiej przerwy, bo dobrze wiedziałam kogo znajdę na stołówce. Kiedy tylko tam weszłam, poczułam swąd przypalonej zupy. Mam nadzieję, że Marcin właśnie jej nie je.Znalazłam go na samym końcu, przy oknie. Nie czekając na zaproszenie, usiadłam naprzeciwko niego.
- Czy zawsze musisz przychodzić kiedy jem?- zapytał zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć- Nigdy nie mogę w pełni zasmakować tego boskiego pożywienia.
Oczywiście była to ironia. Odsuwając talerz, skrzywił się z obrzydzenia. Widać jednak było, że miał dziś lepszy humor.
- Powinieneś mi dziękować. Gdybyś kiedykolwiek dokończył któreś z tych dań, pewnie za tydzień byłabym na twoim pogrzebie.
- Dobra, dobra, skończmy ten temat. Wiem po co tu przyszłaś.- schylił się i ściszył głos- Też dostałem ten list.
- I co? Nie mów, że się nie cieszysz. Przestań, przecież widzę.- uśmiechnęłam się do niego najładniej jak tylko potrafiłam i powiedziałam rozmarzonym głosem.- Wyobraź to sobie: siedzisz na samym szczycie góry, otoczony naturą. Czy nie widzisz tego wielkiego zachodzącego Słońca? Albo pięknego Księżyca?
Na jego pochmurnej twarzy natychmiast pojawił się szczery uśmiech.
- No, cóż... może masz rację. Przekonamy się za tydzień, a do tego czasu za bardzo się nie ekscytuj.
- To chyba będzie najdłuższy tydzień w moim życiu- westchnęłam tylko, kiedy usłyszałam dzwonek na lekcję.
Wstaliśmy od stołu i skierowaliśmy się ku wyjściu ze stołówki. Chodziliśmy do innych klas. Siedziałam na kolejnych lekcjach jak na szpilkach, nie mogąc doczekać się ich końca. Wreszcie siedem godzin przeminęło, że tak powiem z wiatrem. Szłam właśnie w stronę przystanku autobusowego, dźwigając ciężki plecak, kiedy ktoś zastąpił mi drogę. Była to moja koleżanka, Agnieszka. Od razu zauważyłam zmianę na jej twarzy. Ta zwykle roześmiana niebieskooka blondyneczka miała teraz ciemne,  niemal czarne loki. A jej oczy! Były czarne, dobrze wiedziałam co się z nią stało. To ONI ją zamienili. Automatycznie cofnęłam się o kilka kroków,a ona zrobiła to samo.
- Coś się stało? Czyżbyś się  mnie bała?- powiedziała to tym samym skrzekliwym głosem co wszyscy łowcy gryfów.- Chciałabym ci powiedzieć, że nie masz czego, ale niestety nie mogę.
Już miałam odpowiedzieć, kiedy nagle złapała mnie za gardło. Jak na taką drobną dziewczynę miała naprawdę silny uścisk. Zaczynałam tracić oddech, jednak miałam jeszcze dość siły. To nie jest pierwszy raz, kiedy ktoś chce mnie zabić, ale nigdy jeszcze nie robiła tego moja koleżanka.
  Nie mogłam tracić czasu, wzięłam duży zamiach i mocno kopnęłam ją w brzuch, to jednak nie poskutkowało, a ja coraz bardziej robiłam się sina.Jednak moje kopnięcie nie poszło na marne, poczułam jak lekko rozluźnia uścisk, więc zrobiłam to jeszcze raz i jeszcze, aż zabrakło mi sił. Uścisk był na tyle słaby, że mogłam wziąć głęboki wdech i wydech. Nie miałam jednak sumienia żeby zrobić jej krzywdę, jedyne na co się zdobyłam to mocne uderzenie  w twarz, udało mi się.Puściła i upadła na ziemię. Nie marnowałam czasu, szybko pobiegłam na nadjeżdżający autobus. Kiedy byłam już w pojeździe spojrzałam przez okno. Ona nadal tam leżała, jednak wiedziałam, że najgorszą rzeczą będzie złamanie nosa. Jechałam do domu przestraszona, przeżywając niedawne wydarzenie.Kiedy w końcu uspokoiłam oddech, byłam  pod domem. Nie miałam już na nic siły, weszłam na górę do swojego pokoju i w ubraniu położyłam się do łóżka. Zasnęłam.
***
Tak jak mówiłam Marcinowi, cały tydzień ogromnie mi się dłużył. Jednak po trudnym oczekiwaniu, nadeszła niedziela, mój dzień. Rodzice cały czas mi truli o tym jacy są dumni, jak to wspaniale, że będę mogła się wykazać, a także jak powinnam się zachować, że może się to okazać bardzo niebezpieczne, jednak ja słuchałam ich  jednym uchem, nie mając ochoty na wysłuchiwanie po raz setny tego ich gderania . Nadeszła wreszcie noc. Tak jak poprzednim razem, stanęłam na parapecie i już po chwili wzbiłam się do lotu będąc gryfem. Niczego ze sobą nie wzięłam, wiedziałam, że i tak mi się nie przyda. Poleciałam. Tak po prostu. 
         


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz